Mountain expedition / Wspinaczka wysokogórska

This is something we have not done as a family for a very loooong time, a proper mountain climbing expedition. Perhaps because we felt there wasn’t enough of us to venture on such an adventure. Of course “mountain expedition” needs to be understood figuratively here because the mountain (or rather a hill) we attempted was only about 1500ft acl but for our small mountaineers it certainly as was an achievement of their lives. Well, for us too, mainly in terms of logistics, especially in situations when one of the boys was on my back, another in Mary’s baby carrier and the remaining two opted for opposite directions. When I think about it, a sheep dog would have been an ideal companion. Anyway, you can see a few snapshots from this trip when you click on the image below. I say ‘snapshots’ because proper landscape photography with a tripod, filters, spirit level and waiting for optimal lighting conditions was rather out of question. Well, maybe next time, once we get that black-and-white collie to help us with the boys 🙂

Tego nie było w naszej rodzinie już od baaaardzo długiego czasu. Mowa tu o wspinaczce wysokogórskiej. Oczywiście słowo „wysokogórska” w tym przypadku jest jedynie swego rodzaju przenośnią, gdyż atakowany przez nasz szczyt (a może raczej pagórek) miał niewiele ponad 500 metrów n.p.m., jednakże dla naszych małych himalaistów było to życiowe osiągnięcie. Prawdę powiedziawszy dla nas też, głównie z punktu widzenia logistyki. Były chwile zwątpienia, gdy jeden członek ekipy siedział na mojej głowie, drugi w nosidełku u Mary, a dwaj pozostali posuwali w przeciwnych kierunkach, nie wiele bacząc na słowne napomnienia, które i tak szybko traciły swoją skuteczność wraz z powiększającym się dystansem. Kiedy sobie o tym teraz myślę, to pies pasterski byłby idealnym towarzyszem takiej wyprawy. Aby zobaczyć kilka migawek z tej górskiej przygody, kliknij na poniższe zdjęcie. Są to jedynie migawki, gdyż o właściwej fotografii krajobrazowej u życiem statywu, filtrów, poziomicy i wyczekiwaniem na idealne oświetlenie, raczej nie mogło być mowy. Hmm… może następnym razem, jak zorganizujemy sobie biało-czarnego collie do pomocy przy dzieciach :).

First days / Pierwsze dni

The past two days were busier than ever but very happy for us all. The 3 big brothers Kuba, Stefan and Patryk love their tiny baby and are delighted with another boy in the family… and so are we. Benon is a good natured solid character but full of his own ideas and opinions, typical for a boy of his age. I have put a few photos together which can be accessed by clicking on the image below. Thank you to all who sent us wishes, cards and messages.

W ciągu ostatnich dwóch dni doprawdy mieliśmy ręce pełne roboty, ale jesteśmy bardzo szczęśliwi. Trzej wielcy bracia Kuba, Stefan i Patryk radują się z kolejnego chłopczyka w rodzinie… i również my radujemy się z tego powodu. Benon jest solidnej budowy i jest raczej spokojny z natury, ale ma głowę pełną własnych pomysłów, jak każdy chłopak w jego wieku. Wybrałem kilka zdjęć w ostatnich dwóch dni, które można obejrzeć klikając na poniższe zdjęcie. Wszystkim, którzy przesłali, bądź osobiście składali nam życzenia bardzo serdecznie dziękujemy.

Benon Paul Dyśko

We are delighted to announce that we have four boys now. Benon Paul was born today at 5:37pm after a rather speedy but complication free delivery. He weights 9lb 4oz and is 59cm long, and is the biggest boy born in our  family to date. Mary and wee Ben are doing well and will be home soon.

W wielką radością ogłaszany, że mamy już czterech chłopców. Benon Paul urodził się dzisiaj o 17:37 w tempie dość przyspieszonym, ale na szczęście bez żadnych komplikacji. Waży 4.2kg, ma 59cm wzrostu i jest jak do tej pory największym chłopcem jaki się urodził w naszej rodzinie. Mary i mały Ben czują się dobrze i już wkrótce będą w domu.

Easter Egg! / Wielkanocne Jajo!

On Sunday morning the celebration of Easter was rather lively, almost in peace and harmony, and with definite shouts of joy from our boys! The chances are soon another little male voice will join the family choir, who knows? Male or female, any type of little voice is precious and very much welcome here.

W niedzielę rano radosne świętowanie wielkanocnego poranka odbyło się przy udziale naszych chłopców we względnej harmonii i pokoju, ale za to przy sporej dozie ‘radosnych’ okrzyków. Istnieje szansa, że kolejny męski głosik dołączy wkrótce do rodzinnego chóru, któż to wie? Męski czy żeński, każdy mały głosik jest bezcenny i zostanie przyjęty z otwartymi ramionami.

Spring at last / W końcu wiosna

I am aware that our Christmas message stayed on top of the news much longer than I would have liked to but we had such a looooong winter this year that many things got delayed. Always dark and wet and windy, nothing really too exciting to report. You could argue that for a good photographer or an imaginative writer bad weather does not exist, but I must admit, for me it definitely does. Fortunately, we have recently experienced a few nice spells of sunny weather which encouraged us to be more adventurous and take our mud loving boys into the wilderness of local country parks and botanical gardens where they could use their energy to good effect, i.e. mainly to put the washing machine to the test. Anyway, here is a small photo collection featuring our family in recent spring outings. Just click on the image below.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nasze bożonarodzeniowe życzenia zbyt długo znajdowały się na szczycie aktualności rodzinnych. Po prostu mieliśmy w tym roku baaaaaardzo dłuuuuuuuugą zimę i sprawy się nieco opóźniły. Cały czas zimno, mokro i ciemno, że w zasadzie nie było o czym pisać, ani co fotografować. Co prawa dla zdolnego fotoamatora, czy natchnionego pisarza pojęcie złej pogody nie powinno istnieć, ale dla mnie jest ono niestety dość realne. Na szczęście ostatnio powiało w końcu trochę wiosną, co zachęciło nas do poszukiwania przygody w lokalnych parkach i ogrodach botanicznych. Nasi milusińscy mogli tym sposobem spożytkować część swojej (wydawałoby się niespożytej) energii, nacieszyć się widokiem budzącej się do życia natury, a jednocześnie przetestować pralkę, gdyż błotka jest ciągle pod dostatkiem w tym kraju. Zapraszam zatem do oglądania krótkiego wiosennego fotoreportażu z ostatnich kilku tygodni. Wystarczy kliknąć na poniższe zdjęcie.

Wiosna 2009 / Spring 2009

Pierwszy dzień szkoły / First day at school

Dzisiaj Jakub Karol oficjalnie rozpoczął naukę w szkole. Ponieważ jest to znaczący dzień w życiu młodego człowieka, postanowiłem w drodze wyjątku spóźnić się nieco do pracy i z całą resztą rodziny odprowadzić syna do szkolnej ławy. Trzeba przyznać, że pierwszoklasista spisał się na medal. Ochoczo ubrał się w swój nowy, lśniący mundurek i pomaszerował dziarsko w asyście całej rodziny by stawić czoła nowemu wyzwaniu. Gdy nadszedł moment opuszczenia budynku szkolnego, pozostawiony na pastwę bezwzględnego grona pedagogicznego, nasz bohater nie uronił nawet łezki.
Stefanowi tak zaimponowały krawat i nowa marynarka brata, że gorąco zapragnął pozostać z Kubą. Z wielkim więc żalem opuszczał szkolne mury ze świadomością, że będzie jeszcze musiał czekać 2 lata na swoją szansę. Życie czasem wydaje się tak niesprawiedliwe…

Today Jakub Karol officially started his school education. Because it is a rather important day in the life of a young man I decided to go to work a bit later and went with everybody to see Kuba off on his first day. It has to be said, our P1 boy was really brave. He eagerly put his all new and shining uniform on and resolutely marched towards his challenge escorted by the whole family. When we were leaving him in the classroom at the mercy of all the scary teachers, our hero did not even shed a single tear.
Stefan was so impressed by Kuba’s new tie and blazer that he desperately wanted to stay too. With great sadness he had to leave the building knowing that he would have to wait for his chance another 2 years. Life seems sometimes so unjust…

Summer 2008 / Lato 2008

Anyone who visits this site with some regularity will notice that our holiday destination in the past few years has been fairly constant. No surprise then that you will see yet another batch of photos from Łódź and its surroundings. Since the zloty has become much stronger on the monetary market the prices in Poland are no longer attractive for the decadent Westerners like ourselves, nor are the overcrowded holiday resorts and bumpy roads. The chief remaining reason for us to visit Poland is to meet our family and friends, and experience the unique character of the people, the unmatched hospitality and the frank directness which seem an integral part of the ‘Slavonic soul’ and is still largely unaffected by the impersonal culture of political correctness.
On a less philosophical note, there are also many interesting developments to be admired in our ‘beloved grey’ (as Mary calls my home town Łódź). Certainly worth a visit or two is the new shopping, art and recreational centre Manufaktura built a few years ago within the architectural environment of an old XIX century textile factory. There is also a huge aqua park called Fala (Eng. ‘wave’) which actually does have waves and is one of the biggest projects of this type in Poland. There are also existing attractions such as Piotrkowska Street, the local ZOO and many more. All of this together with a number of exciting trips to the neighbouring countryside kept us busy and entertained for almost four weeks. The weather was also pleasing with occasional thunderstorms which ‘electrified’ our spirits every now and then. On one occasion when we were driving home with three boys in the back of the car we even felt a bit too much of this ‘electric thrill’ as we saw how the roads started suddenly disappearing under the water surface and some cars were getting stalled. Fortunately, we managed to avoid full immersion.
As always, I have assembled a set of holiday photos and uploaded them into our Google album. Click on the image below and enjoy the ride.

Każdy kto od czasu do czasu odwiedza ten blog z pewnością zauważy, że nasze miejsce letniego wypoczynku od kilku ładnych lat jest ustalone. Zatem kolejny zestaw zdjęć z Łodzi i okolic nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem. Ze względu na silną pozycję złotego na rynku walutowym ceny w Polsce przestały być atrakcyjne dla dekadentów z zachodu takich jak my. Zatem głównym powodem spędzania czasu w Polsce jest dla nas życie rodzinne i spotykania z przyjaciółmi, słowem, doświadczanie przysłowiowej polskiej gościnności oraz bezpośredniości w kontaktach międzyludzkich, które wydają się integralną częścią duszy słowiańskiej i ciągle opierają się wpływom zachodniej kultury bezosobowej poprawności politycznej.
Poza tym w naszej ‘kochanej szarej’ (jak to Mary zwykle nazywa moje miasto rodzinne) jest naprawdę sporo nowych (czy też odnowionych) miejsc, które warto odwiedzić, jak chociażby centrum handlowo-kulturalno-rozrywkowe Manufaktura, czy też nowoczesne kąpielisko Fala, nie wspominając już o niepowtarzalnej ulicy Piotrkowskiej, ogrodzie zoologicznym i wielu innych pomniejszych atrakcjach. Wszystko to połączone z częstymi wycieczkami za miasto spowodowało, że cztery tygodnie upłynęły nam dużo szybciej niż byśmy tego chcieli. Poza sporadycznymi burzami i kilkoma oberwaniami chmur, które dostarczały nam (a szczególnie chłopakom) dodatkowego dreszczyku emocji, pogoda również była bardzo przyjemna. Jednego wieczoru, kiedy jechaliśmy do domu samochodem z trzema rozbawionymi malcami na tylnym siedzeniu, tego dreszczyku emocji było o ciut za dużo gdyż drogi w zastraszającym tempie zaczęły niknąć pod powierzchnią wody, a co po niektóre samochody stawać przy radze z zalanym silnikiem. Na szczęście jakoś udało nam się uniknąć pełnego zanurzenia.
Jak zwykle, przygotowałem mały wakacyjny fotoreportaż i umieściłem go w naszym google’owym albumie. Wystarczy kliknąć na poniższe zdjęcie. Przyjemnego oglądania!

Artystyczne powołanie / Artistic vocation

Kuba has recently found a new passion – drawing! Following a short visit to school where he learned how to draw frogs there is no end to his artistic inspiration. After years of only using pens to fill his tipper trucks this new interest is a real surprise and particular joy to Mary who has been hitherto concerned about Kuba’s lack of affiliation to the Flynn family traditional hobby.
If you want to see Kuba’s artistic progress please visit his personal Art Exhibition. We hope this phase lasts longer than Thomas the Tank.

Kuba ostatnio odnalazł nową pasję – rysowanie. Po krótkiej wizycie w szkole gdzie nauczył się szkicować żaby, jego artystycznej weny twórczej nie ma końca. Po latach używania kredek i ołówków jako materiał budowlany tudzież broń zaczepna, jego nowe zainteresowanie było dla nas niemałym zaskoczeniem. Mary przyjęła to ze szczególną radością, gdyż wcześniej była trochę zaniepokojona brakiem zainteresowań artystycznych u Kuby, a przecież twórczość plastyczna to tradycyjne hobby rodziny Flynn’ów.
Jeżeli chcecie zobaczyć postępy Kuby w tej dziedzinie, zawitajcie proszę do jego osobistej Wystawy Plastycznej. Mamy nadzieję, że to nowe zainteresowanie potrwa dłużej niż zauroczenie Tomasem lokomotywą czy Bobem Budowniczym.

Visit Jakub's Art Gallery / Wystawa Sztuki Jakuba

Patryk’s First Birthday / Pierwsze urodziny Patryka

Patryk has just had his first Birthday. On the 8th of May we had a small family celebration at home with Granny and two days later a party for all his friends. On the 8th of May was also a name day of Patryk’s grandpa Stanisław so we were remembering him in a special way on this day. Although, we cannot speak to him directly now, we are sure he joyfully celebrated with us in spirit on this double occasion. Patryk wants to tell us all about his big day himself. Just click on the birthday cake.

Patryk skończył właśnie roczek. Ósmego maja mieliśmy w domu małą uroczystość rodzinną z udziałem szkockiej Babci, a dwa dni później, w sobotę, odbyła się impreza urodzinowa dla wszystkich przyjaciół. Ósmego maja były również imieniny dziadka, tak więc wspominaliśmy go tego dnia w szczególny sposób. Chociaż nie możemy z nim teraz rozmawiać bezpośrednio, jesteśmy pewni, że świętował z nami duchem przy tej podwójnej okazji. Nasz mały solenizant sam chce opowiedzieć o swoich urodzinach (po angielsku). Wystarczy kliknąć na tort.

Patryk's birthday story / Urodzinowe opowiadanie Patryka

Odejście dziadka / Grandpa is gone

Po prawie rocznej walce z rakiem krwi odszedł dzisiaj od nas nasz ukochany dziadek. Miał 76 lat, ale gdyby nie białaczka, pewnie żyłby jeszcze długie lata. Przecież jeszcze rok temu jeździł na nartach z kolegami w Alpach i nikt się nie mógł z nim równać w otwieraniu hermetycznie zassanych słoików z dżemem przyrządzonych przez babcię. Miał zawsze nieograniczony czas dla dzieci, a one z kolei go uwielbiały. Czy tylko dlatego, że nie potrafił im niczego odmówić – poczynając od lodów, a kończąc na wycieczkach tramwajowych dookoła Łodzi – a może po postu wiedziały, że potrafił cieszyć się zabawą tak samo jak one?
Zawsze pozostanie w naszych sercach jako najukochańszy Dziadek i Tata.

Today, after almost a year long fight with blood cancer, our beloved grandpa passed away. He was 76 but if it wasn’t for leukaemia, he would have lived long years. After all, only a year ago he was still skiing with friends in the Alps and nobody could compete with him in opening hermetically sealed jars of jam prepared by grandma. He had endless time for children and they in turn adored him. Was it because he never refused them a request – from ice cream to going round and round Łódź on trams – or was it because they knew he enjoyed playing with them as much as they did?
He will always remain in our hearts as our most dearly loved Grandfather and Tata.

Dziadek